Na wszelki wypadek

Noc cicha już, choć nie święta. Rolety spuszczone, ale i bez nich ciemnawo. Stan skupienia na krzątaniu doglądającym. Nagle spod najmniejszej kołdry… – Mamuś, mamo! – Tak, kochanie? – Musiałem się obudzić, żeby… Czytaj dalej

Ławka

Szłam sobie czas jakiś temu. W trampkach szłam sobie chodnikiem. Krawężnik kusił, by stopę fałszywie postawić i upaść przy. By wytarzać się w tym piachu co się przy nim zbiera, w liściach uschniętych,… Czytaj dalej

Drzwi

Niuń fazy miewa na szufladki. Schowki na procedury, na kolejność kroków, lubuje się w osobistych rozkładach jazdy. Czas temu jakiś, gdziekolwiek by był, przyodziewał piracką oczozaślepkę, luneta wędrowała w dłoń, trąbka w ucho… Czytaj dalej

Wydech o zachodzie

Na koniec. Na przedsen. Toast. Za dobre spotkania. Za krzyżowanie się ścieżek. Tych wirtualnych, a potem już nie.

Krew

Niuńkowy zachwyt nad światem wciąż mnie zaskakuje. Niby wiem już jak cudowny jest nasyp kolejowy wieczorową porą, jak wspaniałe jest to, że kupiłam spryskiwacz do kwiatów i że widok przytulających się postaci, jakichkolwiek… Czytaj dalej

Zielona niedziela

Jest dobry duch, który twierdzi, że niewiele mi trzeba. Lasu kawałek i pewna pora dnia. Masz rację, Bratku 😉 Dodam tylko dwa koła i zapisywacz pikseli. Moje niedzielne ścieżki & oczu kąpiel. Zapraszam… Czytaj dalej

Leń poszpitalny

Scenki rodzinne okołochorobowe. – Mamuś, chodź! – Jak coś pilnego, to podejdź, jestem w łazience. – Mamuś, chodź mnie przykryć. – Koc masz przy stopach, prawda? – Ale ja jestem taaaaki zmęczony! –… Czytaj dalej

Z pamiętnika raczkującego przedszkolaka

Możesz zostać bez czterech kółek i iść w upale na przystanek, który jest tuż tuż za horyzontem, a potem do przedszkola, które od przystanku jest w chuuusteczkę tak samo daleko. Możesz po 2… Czytaj dalej

Dom

Ktoś kiedyś spytał, w którym domu najbardziej czułam się u siebie. U siebie to jest tam, gdzie okno z widokiem. U siebie noszę w sobie.

Przyzwoitka

Układam się na wyjazd z potomkiem w las. Droga na dwa kółka, dwa siedzenia, cztery nogi i rowerowy łańcuch. Wchodzę do łazienki. A dokładniej w niej przepadam, bo i trochę mejkap i trochę… Czytaj dalej

Muzyka

Jest takie magiczne miejsce, w które udało mi się kilka razy dotransportować potomka. Jak wczoraj. Podekscytowanie w okolicach sufitu od dni kilku, pakowanie, głębszy oddech wśród świergotów na mecie. Grubo już po dwudziestej… Czytaj dalej

Beton

Pakując się na majówkę Niuniek pląsa radośnie po całym mieszkaniu. Tu wymyk, tam axel, w bazie kończy potrójnego touloopa. Tańczy do muzyki, która gra mu w głowie, łapie paproszki z powietrza, odrywając mnie… Czytaj dalej

Daj żyć.

Wpis z cyklu Janusze dróg naszych. Troszku straszno – a troszku smutno robi mi się zawsze, gdy widzę przed maską staruszkę z laseczką/siateczką palącą wrotki po pasach. Zwykle kawałek dalej, w kompletnie bezsensownym… Czytaj dalej

Być musi.

Nawleczony przygląda mi się jakoś tak baczniej znad kawy. – Co tam? – Szukam i szukam… – ? – Gdzieś tam musi być. Na bank. – ?? – Pod tym wiecznym uśmiechem, pod… Czytaj dalej

Wentylek

Młodzieżowy mój lubi chodzić za rękę zarówno z ludźmi jak i ze słowami. Na długie spacery. Przerabialiśmy już więc bobo-budowniczowskie kroki ze zwrotem „nie wyrzucaj – wykorzystuj” (przed każdym spacerem do śmietnika), „trzeba… Czytaj dalej