Wentylek

Młodzieżowy mój lubi chodzić za rękę zarówno z ludźmi jak i ze słowami. Na długie spacery. Przerabialiśmy już więc bobo-budowniczowskie kroki ze zwrotem „nie wyrzucaj – wykorzystuj” (przed każdym spacerem do śmietnika), „trzeba próbować” (przy każdym potknięciu), „jestem zmęczony na sto procent” (nawet, gdy miał sięgnąć 5 centymetrów po kubek). Czasem też wpasowujące się w kontekst zdania tak raczej-mniej-niż-więcej. Od dwóch tygodni z okładem na tapecie zawisło swobodne, jakby od niechcenia – „jak ciebie nie ma to mogę”. Mające z prawdą wspólnego zwykle mniej niż więcej.
*
Kolacja. Niuniek gawędzący z tatą przy stole. Tempo pochłaniania u obu jest zdecydowanie z różnych taśmociągów: starszy odkłada już na bok sztućce średnio przy czwartym kęsie młodszego. Rozmowa kula się wesoło i schodzi na koleją odsłonę „jak ciebie nie ma…”, a wspomniany „czasem nieobecny” teatralnie udaje, że się obrusza. Niuń się chwilę przygląda, marszczy czoło, wygładza je znów i z pełnym skupieniem posiadacza tomów całych wiedzy tajemnej stwierdza:
– Widzisz, tatuś, jak ciebie nie ma, to mama robi po swojemu. Jak nie ma mnie i mamy – to ty robisz po swojemu. I tak jest najlepiej.
*
W małej przestrzeni. Wentylek nieobecności.

Reklamy