Muzyka

Jest takie magiczne miejsce, w które udało mi się kilka razy dotransportować potomka. Jak wczoraj. Podekscytowanie w okolicach sufitu od dni kilku, pakowanie, głębszy oddech wśród świergotów na mecie. Grubo już po dwudziestej trzeciej udało się położyć i jego i własną głowę tu, gdzie czas płynie inaczej, a wieczorny spacer mogą umilić sarny lub… przyspieszyć dziki.

Tradycyjnie już, gdy taki nam towarzyszy cień emocji, tuli się do mojej głowy, by być „blisko-bliziutko”. Mota się w pościeli, wygrywa melodię palcami stóp, plecy wygina jakby grał na pile, chwyta mnie kurczowo małymi dłońmi, niemal rozkwaszając mi nos. Opowiada przy tym szeptem strzępki pięciu historii i snów, urywkami, na chybił-trafił, nie mieszcząc w sobie zachwytu.
– Mamuś! Mamuś! – cichutko krzyczy mi prosto w ucho.
– Mamuś! Czy muzyka ma kolor? I zapach? I magię?
– Jasne. Muzyka jest pełna magii, ma więc w sobie i kolory i zapachy i smaki.
– Jak to?
– Muzyka jest nie tylko dźwiękami, które słyszysz, ale i tym co dzięki nim czujesz głęboko w sobie, gdy się wsłuchasz. Może zawierać w sobie kolory – jak tęcza. Może być czarną burzą lub ciszą. – W małej główce coś zaczyna układać trybiki w całość. – Dzięki niej możesz przypomnieć sobie pewne smaki albo poczuć zapach, który czułeś słuchając jej już wcześniej. Trochę jakby znó2w były blisko ciebie. To jej magia.
Ciemno już, a czuję jak jego oczy zaczynają świecić.
– To ja chciałbym dźwięki czekoladowo-lizaczkowe!

Niuń. Mój cukier w kostkach.

Reklamy