Z pamiętnika raczkującego przedszkolaka

Możesz zostać bez czterech kółek i iść w upale na przystanek, który jest tuż tuż za horyzontem, a potem do przedszkola, które od przystanku jest w chuuusteczkę tak samo daleko.

Możesz po 2 ciężkich nocach wejść w pikujące decybele wydobywające się z nieznanych paszczy.

Możesz tęsknić za domem zroszonymi źrenicami.

Możesz spróbować się poczuć u siebie, a następnie pokonać maraton na przystanek, poczekać w upale na jedyny, spóźniony pół godziny autobus.

Możesz rozpaść się na spocone kostki cukru, że na tym wysokim siedzeniu przed tylną szybą to tak krótko, pijany ze zmęczenia i od łez w mamę możesz się wtulić z taką siłą, że oboje padniecie na chodnik i wytulicie się na kuprach siedząc przez wieczność całą.

Możesz ruszyć do domu, który gdzieś tam za horyzontem ponoć jest, ale nie wiesz, bo już nic nie wiesz.

* * *

I możesz w połowie drogi spotkać kosiarkę samosterującą. I to jest lepsze niż wszystkie fontanny, resoraki i kinderjaja świata

ikosiarka

Niuń. Dzień drugi. Duma 😉

 

 

Reklamy