Drzwi

IMG_20170720_162306_963

Niuń fazy miewa na szufladki. Schowki na procedury, na kolejność kroków, lubuje się w osobistych rozkładach jazdy.

Czas temu jakiś, gdziekolwiek by był, przyodziewał piracką oczozaślepkę, luneta wędrowała w dłoń, trąbka w ucho i nura dawał w przestrzeń. Odpychał się przy tym co rusz zgięciem kolan, w poszukiwaniu dźwięczących przyszłych łupów złomiarzy. Klucze. Pęki kluczy na kołach, łancuszkach czy smyczach. Otwieracze czegobądź. Pamięć miał pełnokompletową, więc borzebroń raz namacany komplet modyfikacją układu splamić. Czasy zamierzchłe, jak mi się zdawało. Skorupka – czym nasiąknie jednak, tym – wiadomo… zawsze gdzieś bokiem wypłynie.

Tak zwany miedzyczas wzbogacił Niunia o sposób na oswajanie świata: składanie liter w wiązki wyznające. Wyznają one niuńkowy stosunek do wszelkich części i czynności świata, czasem rozumiany powszechnie, czasem powszechność zarysowuje się wyłącznie w ramach końcówek jego włosów. Nazywanie jest dobre. Nazywanie jest bezpieczne. Nazywanie poszerza obszar dostępności.

Nazywanje jest potrzebne przy zabawie samowystarczalnej, gdy jest sobą i swoim własnym towarzystwem w drobnej ilości policzalnej. Przechodząc obok jego pokoju usłyszałam, jak wybudzaniu się z drzemania towarzyszy znajomy kluczobrzęk w akompaniamencie wyliczanki.

– Ten do firmy. Ten do chatki złodzieja. Ten do śmiechu. Ten do kultury.

Zapukałam pytaniem.

– Czy masz klucze jeszcze do czegoś?
– Jeszcze chwilka i sobie wymyślę drzwi.

I tak sobie myślę, że przed nim wiele skarbów do odkrycia. Może kiedyś zobaczę mapy do tych, które zakopie sam?

Reklamy