Category Archive: Zdarzenia – zderzenia

Daj żyć.

Wpis z cyklu Janusze dróg naszych. Troszku straszno – a troszku smutno robi mi się zawsze, gdy widzę przed maską staruszkę z laseczką/siateczką palącą wrotki po pasach. Zwykle kawałek dalej, w kompletnie bezsensownym… Czytaj dalej

Na dobre i na złe

Ciężkochmure niebo skraplało się dość sumiennie, więc po wyjściu ze szpitalnej windy szykowałam się na sprint-slalom w kierunku auta. Nurkując w torbie w poszukiwaniu kluczyków, po zawietrzmej dostrzegam zawianego ciut, lekko wczorajszego towarzysza… Czytaj dalej

Rocznica

Szukając weselnej knajpy kierowaliśmy się i językiem i smyczą. Znaczy miało być smacznie, miło, ale żeby się w razie sprzyjającej pogody goście nie rozbiegli po krzakach. Wracamy tam kilka razy w ciągu roku,… Czytaj dalej

Powołany do wolności

Gdy usłyszałam, mając trochę ponad dwadzieścia lat, że ja i ciąża to raczej nie w tym wcieleniu, przeżyłam swoją burzę. To, co zadziało się wiele lat później, życie, które rosło we mnie, ze… Czytaj dalej

Podsłuchane

Podreptuję sobie z wolna dawno nie odwiedzanymi szlakami, wdychając kurz opadły w kuluarach kultury przez duże K, wiedzę w grube mury wsiąkniętą przez dziesięciolecia i taką lepką wilgoć ciepłego dnia przy fontannie ściętej… Czytaj dalej

Krok

Jest cel. Jest krok. I próba jest. I krok drugi. I kolejny. I schodek. Ułamany taki. Wracasz, przynosisz narzędzia, przyklepujesz. Krok trzeci. Czwarty. Potykasz się. Zwichnięta noga. Reperujesz ją czasem i ortezą. Krok piąty.… Czytaj dalej

Wieczór był naprawdę piękny

Sobotni wieczór. Dwudziesta trzecia na horyzoncie. Stoję na krawężniku pod lasem, oparta o rower z pustym już fotelikiem, z którego zostało zabrane po drodze moje z krwi 15 000 g człowieka i zastanawiam… Czytaj dalej

Przychodzi baba do weterynarza

  Ludzie, którzy z pasją wykonują to czym żyją na codzień to miód na moją duszę. Bywa, że samo obserwowanie ich to podkówka w górę, a możliwość współbycia podnosi endorfiny tak jak trzylatkowi… Czytaj dalej

Styki podbramkowe

Śmigam sobie pewnego ranka do pracy, na autostradzie jakoś tak pustawo bardziej niż zwykle. Zbliżam się do auta co z daleka już wygląda na pomalowane personą. Okazuje się, że cyrograf na nim popełniła… Czytaj dalej

Głos w mojej głowie

Coś wisi w powietrzu. Nie tylko wirus, który mnie znokautował w ostatnich dniach. To coś – głos jakby, mówiący w poczekalni u medyków, na pecefałowym podpupniku, między przypruszonym fioletową siwizną moherkiem a rozglądającym… Czytaj dalej

Poziom. I pion.

Chmurny poranek. Budzik uporczywie jazgocze. Rzęsy udają, że ktoś je w nocy zespawał i za nic nie chcą rozdzielić powiek. Niech noc trwa jeszcze chwilę. Albo trzy. Aura świecy otula ciszę. Czyni ją… Czytaj dalej

Remont

Mieszkanie kupiliśmy z wanną. Długo później nastąpił sierpień. 3 lata temu. Urlop made in Poland, czyli poskładany z dni pełnych stuk-puków. Generalka WuCetowa tym razem trafiła nasze skromne M3. Kontenerek gruzowy na chodniku,… Czytaj dalej

Grzyba ni ma…

Tak się kiedyś szczęśliwie zadziało, że w dniu imienin pojawił się w moim życiu czworonóg. Sierściaty przyskórnie taki. Radosny sobie był i wokół. Serca kradł i swoim dzielił. I paparazzi z panci swej zrobił. I… Czytaj dalej