flower power

Wybywając na weekend szalone 50 km od domu zapakowaliśmy się w piątkę po dach. Kontuzja szpitalna dnia pierwszego po padzie prostym na bruk jednego z biesiadników osadziła nas mocniej w przestrzeni i pozwoliła… Czytaj dalej

Kredka

Gdzieś na mojej orbicie porusza się strzała. Sześciolatek szybkobiegacz taki. W myślach odkąd pamiętam nazywałam go kredką, ponieważ jego cztery ściany temperować go próbują z każdej strony, sam on zaś obrazy słowem potrafi… Czytaj dalej

Dialogi piłką się toczą

  Niedzielne leniwe popołudnie. Gdzieś w świecie rozpłynęli się ludzie spompowani adrenalinowym pęcherzem przystrojonym w skórkowe sześcioboki. I sześciopaki. I różnych cali wyświetlacze. Na ulicach cichosza. Brat mój temczasem, za zasługi dla świata… Czytaj dalej

I jeszcze dłużej…

Taka sytuacja. Odbieram telefon od rodziciela, sądząc, że zamierza mi zaśpiewać do zdmuchiwania świeczki na torcie. A tu: – Widzisz, bo miałem ci zrobić dżem. I jak jechałem, to pani z truskawkami jeszcze… Czytaj dalej

O jeden palec mniej

Lubię rytuały takie naszoniuńkowe. Bliskie takie. Opuszczanie asfaltu, by zaszyć się w zbożu, gdy słońce zachodzi i pomarańczą maluje nam nosy. Niuńkowy poranny sprint po kilkudziesięciometrowych włościach w poszukiwaniu kompletu dwu- i czterołapnych… Czytaj dalej

Znaczenie

  Mamo… Mamuś…. Moja mama tu jest… Uśmiecha. Każdy z tych zwrotów uśmiecha przynajmniej jeden kącik, gdy wspólny jest z uchem, do którego ma trafić. I jeszcze jeden: Mamuś, przytul mnie, chcę się… Czytaj dalej

Kadr dla M.

Dla wszystkich, które dziś mają święto. Życzę, by było Wam dziś lekko. Z poczuciem, że dobrze jest jak jest. Najlepiej 🙂  

Ciemność

Tego, że od jabłoni jabłko upaść potrafi daleko, przykładem jestem raczej słusznym. Korzystając z życia poczętego na równi pochyłej – na upadku nie skończyłam. Turlam się dalej. Czasem, gdy zefirek się jakiś trafi,… Czytaj dalej

Tłumacz

Po turbulencjach medycznych nieażtakdawnych, ostatnie tygodnie spędziliśmy dreptając, a też i biegnąc czasem, po ścieżkach zdrowia. Dziś, po kilku z rzędu nocach w trybie czuwania i dniach przy pacjentach sztuk jeden (w porywach… Czytaj dalej

Echolokator

  Z wolna kroczy sobota, zostawiając w miniaturowej kuchni i okolicach wesołą mozaikę różnych konsystencji. Z ich kolorowych resztek próbuję z Niuńkiem upichcić brownie. Gdzieś odpływam na moment, a ocknięciu towarzyszy zniknięcie małych… Czytaj dalej

Widok przed oknem

Wracamy z pracy. Ślubny prowadzi. Się. I nas przy okazji. Pieseł umościł się na siedzeniu pasażera, więc ostał mi się w przemieszczaczu jedynie drugi rząd. Oboje wiemy, że niczego dobrego to nie wróży.… Czytaj dalej

Przychodzi baba do weterynarza

  Ludzie, którzy z pasją wykonują to czym żyją na codzień to miód na moją duszę. Bywa, że samo obserwowanie ich to podkówka w górę, a możliwość współbycia podnosi endorfiny tak jak trzylatkowi… Czytaj dalej

Psiego domownika skutki uboczne

Jeszcze zanim pojawił się u nas czterołapny dopełniacz rodziny, moja starszyzna już postawiła na nim kreskę. Nie, żeby czymś im się przysłużył, przerobił buty na puzzle czy stolik na zapałki. Nic z tego.… Czytaj dalej

No przecież.

  Niuń rozespał się ostatnio. W dnia trakcie. Potrafi przed zmierzchem zaliczyć drzemkę pobijając swój niegdysiejszy rekord chrapania na poziomie sekund trzynastu tysięcy. Wieczór. Wieczór dnia, gdy przespał godzin trzy w objęciach babcinego… Czytaj dalej

Odruchy

Odruchy to twór przedziwny. Zaskakuje nagłością skutkową. Intensywność rozbłysku raz rozjaśnia ciąg życiowy dalszy, razem innym historyje wygrzebuje spod dywanu zaprzeszłe, co kończynami naszymi jak pacynką manewrują.   Zdarzyło mi się w sobotę… Czytaj dalej